<?xml version="1.0" encoding="UTF-8" ?>
<rss version="2.0">
            <channel><title>Presseurop | <![CDATA[Blog]]></title>
                <link>http://www.presseurop.eu/pl</link>
                <description>Najlepsze artykuły z prasy europejskiej w 10. językach</description>
                <language>pl</language>










<item><title>Zadania dla Serbii | Blog</title><link>http://www.presseurop.eu/pl/content/blog/2055621-zadania-dla-serbii</link><description><![CDATA[<img style="float:left;" src="http://www.presseurop.eu/files/images/blog/beglradduzy.jpg" alt="" /><p>Czy zmiana warty w serbskiej polityce, jaka dokonała się w wyniku wybor&oacute;w z 20.05 wydłuży serbską drogę do Unii? Niekoniecznie, przekonuje znawca Bałkan&oacute;w Branislav Radeljić w rozmowie z kwartalnikiem <em>New Eastern Europe.</em></p>
<p><strong>NEW EASTERN EUROPE:</strong> <strong>Jakie niebezpieczeństwa grożą Serbii pod rządami Tomislava Nikolicia?</strong></p>
<p>Branislav Radeljić: Trudno przewidywać, jak Nikolić może zachować się w roli prezydenta. Był ważną postacią Serbskiej Partii Radykalnej Vojislava Szeszelja, a teraz stoi na czele Serbskiej Partii Postępu, założonej w 2008 r., po ideologicznym starciu z Radykałami. Jeśli przypomnimy sobie powiedzenie &bdquo;Wilk zmienia sk&oacute;rę, ale nie charakter&rdquo;, to łatwo uznać, że Nikolić może być poważnym zagrożeniem zar&oacute;wno dla już rozczarowanych obywateli Serbii, jak i dla proces&oacute;w demokratyzacji i europeizacji.Nie oznacza to jednak, że nie należy dać mu szansy, szczeg&oacute;lnie jeśli weźmiemy pod uwagę, jak wiele czasu miał Tadić i jak mało zrobił dla Serbii i jej mieszkańc&oacute;w. Nikolić cieszy się poparciem niekt&oacute;rych znakomitych ekspert&oacute;w, otwarcie wskazujących na gł&oacute;wne porażki obecnego rządu i, co nawet ważniejsze, twierdzących, że mają pomysły, jak rozwiązać kłopoty kraju. W rzeczywistości Serbia po Miloszeviciu zawsze była sp&oacute;źniona i to stanowiło gł&oacute;wny problem Tadicia, on nie działał r&oacute;wnie szybko, co zamordowany premier Zoran Dzindzić, stracił zbyt wiele czasu, pr&oacute;bując zwodzić Serb&oacute;w, że da się pogodzić członkostwo w Unii z utrzymaniem Kosowa w granicach Serbii. Nie zdołał poprawić sytuacji w kraju, co oznacza, że dzisiejszą Serbię charakteryzuje powszechna korupcja, skrajnie upolityczniony sektor publiczny i rosnące bezrobocie&hellip; Choć bardzo niepopularna wsp&oacute;łpraca z trybunałem w Hadze ostatecznie się poprawiła, co pomogło krajowi w uzyskaniu statusu kandydata do Unii, to było to zdecydowanie za mało.</p>
<p><strong>Nikolić powiedział, że będzie apolityczną głową państwa. Uważa pan, że to możliwe?</strong></p>
<p>To wysoce nieprawdopodobne. Gdy się weźmie pod uwagę kulturę polityczną i kształt Serbii przed Miloszewiciem, w trakcie jego rząd&oacute;w i p&oacute;źniej, bardziej realistyczne byłoby stwierdzenie, że każdy wybrany przyw&oacute;dca będzie pr&oacute;bował chronić i wzmacniać pozycję swoją i swoich partyjnych kolesi, jak to tylko możliwe. Choć taki scenariusz można postrzegać jako czysto pesymistyczny &ndash; niekoniecznie musi się spełnić.</p>
<p>M&oacute;wimy tu o zachowaniu r&oacute;wnowagi, ale oczywiście nie o to chodzi w polityce. Jeśli obywatele mogą zdobyć pracę niezależnie od swoich powiązań politycznych, jeśli standard życia się poprawia, jeśli przyznane są r&oacute;żne swobody, to ludzie z większym prawdopodobieństwem wybaczą upolitycznienie przyw&oacute;dztwa. Niestety pod tym względem Tadić nie odni&oacute;sł sukcesu.</p>
<p><strong>Czy dostrzega pan możliwość sfałszowania wynik&oacute;w w tych wyborach? </strong></p>
<p>Serbia miała w przeszłości wielkie problemy z oszustwami wyborczymi, więc jest zrozumiałe, że nie można zignorować obecnych zarzut&oacute;w. Gdyby rzeczywiście tak się stało w 2012 r., to kraj stałby w obliczu poważnych problem&oacute;w. Jeśli uczciwe wybory, co stanowi podstawę pojmowania demokracji, nie są możliwe, to jak możemy m&oacute;wić o odpolitycznionym sektorze publicznym i niezależnym sądownictwie?</p>
<p><strong>Myśli pan, że wyb&oacute;r Nikolicia na prezydenta wpłynie na wejście Serbii do Unii Europejskiej?</strong></p>
<p>Bardzo trudno to skomentować. Tadić dowi&oacute;dł, że potrafi być dość powolny w tym, co robi, a to z kolei przyczyniło się do pogorszenia sytuacji w Serbii. Wciąż wielu młodych absolwent&oacute;w pr&oacute;buje opuścić kraj i wieść dalsze życie za granicą. On i jego najbliżsi ludzie nie zdołali przekonać młodych pokoleń, że Serbię czeka przyszłość, kt&oacute;ra będzie się r&oacute;żnić od czas&oacute;w z pierwszej dekady po obaleniu Miloszevicia. Niełatwo odgadnąć, czy Nikolić, sześćdziesięcioletni radykał, kt&oacute;ry zmienił się w postępowca, potrafi podjąć właściwe kroki, by poprawić zar&oacute;wno sytuację wewnętrzną Serbii, jak i jej międzynarodową reputację.</p>
<p><strong>Na jakie ryzyko powinna p&oacute;jść Serbia w przyszłym roku?</strong></p>
<p>Są pewne palące kwestie, kt&oacute;rymi kraj powinien się zająć tak szybko, jak to możliwe, niezależnie od wyniku wybor&oacute;w. Po pierwsze, Serbia musi uznać, że Kosowo jest niezależnym państwem (od 1999 albo 2008 r., jak kto woli) i podjąć pr&oacute;bę poprawienia stosunk&oacute;w z kosowskimi władzami. Dodatkowo Serbia powinna stworzyć przestrzeń dla bardziej konstruktywnego dialogu, jeśli chodzi o niekt&oacute;re inne regiony, takie jak Sandżak i Wojwodina. Po drugie, w Serbii i generalnie na Zachodnich Bałkanach za największy problem, kt&oacute;ry powinny rozwiązać rządy, uznaje się korupcję. To niezwykle ważny aspekt, jako że od tego zależy postęp Serbii na drodze do członkostwa w Unii. Po trzecie, serbskie przyw&oacute;dztwo powinno uznać za rzecz nie do przyjęcia, że niekt&oacute;rzy członkowie elity politycznej piastują dwie lub trzy posady jednocześnie, w czasie gdy oczekuje się od nich rozwiązania problemu rosnącego bezrobocia.I w końcu, Serbia powinna podjąć ryzyko zwr&oacute;cenia się do specjalist&oacute;w w prawie każdej dziedzinie, jako że jest wielu pracujących za granicą Serb&oacute;w, kt&oacute;rzy chcieliby wspom&oacute;c swoją ojczyznę. Jeśli wszystko to zostałoby potraktowane poważnie i przeprowadzone w miarę szybko, z pewnością moglibyśmy zacząć m&oacute;wić o serbskiej przyszłości w Unii Europejskiej.</p>
<p><em></em></p>
<p>Rozmawiała Maia Lazar</p>
<p><em>Branislav Radeljić &ndash; wykłada stosunki międzynarodowe na University of East London. Specjalizuje się w Europie Wschodniej i polityce Unii Europejskiej.</em></p>
<p>&nbsp;</p>]]></description><pubDate>Fri, 25 May 2012 11:00:28 +0100</pubDate><guid>2055621</guid></item>







































<item><title>Czy Polska potrzebuje migrantów? | Blog</title><link>http://www.presseurop.eu/pl/content/blog/1993671-czy-polska-potrzebuje-migrantow</link><description><![CDATA[<img style="float:left;" src="http://www.presseurop.eu/files/images/blog/fenceduzy.jpg" alt="" /><p>Nad pytaniem tym zastanawiali się 11 maja uczestnicy jednej z imprez Festiwalu Transeuropa. Dyskusja ta odbyła się w Warszawie.</p>
<p>Podczas gdy kwestie imigracji oraz integracji przybysz&oacute;w z innych kraj&oacute;w rozpalają debatę społeczną w wielu krajach &bdquo;starej&rdquo; Unii, Polska wydaje się nią zupełnie niezainteresowana. A już z pewnością wrażenie takie odnieść można, przyglądając się polskiej scenie publicznej, w kt&oacute;rej nie ma miejsca na problemy dotyczące imigracji.</p>
<p>Nawet jeśli, od czasu do czasu, sprawy te stają się tematem komentarzy polityk&oacute;w, to zazwyczaj tylko w jednym celu &ndash; by dopiec, pogrążyć lub zaatakować rywali z przeciwnego obozu. Albo porządnie nastraszyć społeczeństwo imigrancką nawałnicą.</p>
<p>Czy jednak taki czarny scenariusz ma coś wsp&oacute;lnego z rzeczywistością? Niewiele. Polska jest bowiem jednym z najbardziej homogenicznych pod względem narodowościowym państw świata. Ze <a href="http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_OFFPUB/KS-SF-11-034/EN/KS-SF-11-034-EN.PDF" target="_self">statystyk </a>wynika, że o obcym pochodzeniu (osoby urodzone poza granicami Polski) możemy m&oacute;wić w wypadku zaledwie 1,2% ludności kraju.</p>
<p>To tyle, co nic. Zwłaszcza w por&oacute;wnaniu z Francją (11%), Hiszpanią (14%), Niemcami (12%), Szwecją (14%), Austrią (15%) czy Wielką Brytanią (11%). Polska, jak podkreślał dr Paweł Kaczmarczyk z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW, nie jest &bdquo;atrakcyjna&rdquo; dla emigrant&oacute;w. Służy im przede wszystkim jako kraj tranzytowym w drodze do wiele bogatszych państw &bdquo;starej&rdquo; Unii albo, jak w przypadku Ukraińc&oacute;w, jako rynek pracy (najczęściej tymczasowej), kt&oacute;rej brak tam, skąd pochodzą.</p>
<p>Trudno też m&oacute;wić o szczeg&oacute;lnej otwartości polskiego społeczeństwa. Z wielu badań socjologicznych wyziera mało zachęcający obraz Polak&oacute;w jako os&oacute;b jedynie deklarujących przyjazne uczucia do cudzoziemc&oacute;w. Gdy jednak przychodzi do wsp&oacute;łżycia z &bdquo;obcymi&rdquo; na co dzień jest już zdecydowanie gorzej. Zaskakujące jest np. to, że choć w Polsce Arab&oacute;w jest jak na lekarstwo, to są oni <a href="http://wyborcza.pl/1,76842,11147681,Sondaz__Polacy_najbardziej_lubia_Czechow__najmniej.html" target="_self">najmniej lubianą nacją</a>.</p>
<p>Ale i Ukraińcy &ndash; najliczniejsza obecnie grupa cudzoziemc&oacute;w w Polsce i dość bliska kulturowo jej mieszkańcom &ndash; często spotyka się z przejawami dyskryminacji ze strony polskich urzędnik&oacute;w, celnik&oacute;w czy strażnik&oacute;w granicznych, kt&oacute;rzy np. zwracają się do nich na &bdquo;ty&rdquo;, zamiast na &bdquo;Pan/i&rdquo; jak do obywateli polskich czy innych obywateli Unii. </p>
<p>A przecież, jak zgodnie podkreślali uczestnicy debaty, imigrant&oacute;w w Polsce będzie przybywać i będą jej coraz bardziej potrzebni: choćby do opieki na starszymi ludźmi czy dziećmi i wykonywania prac, kt&oacute;rych coraz więcej polskich obywateli podejmować się nie chce. &bdquo;Polska jest obecnie w punkcie, w jakim Europa była 50 lat temu&rdquo;, zaznacza dr Renata Włoch z Instytutu Socjologii UW. </p>
<p>Dysponujemy wciąż wystarczającymi rezerwami na rynku pracy (jeden z najniższych w Europie wskaźnik&oacute;w <a href="http://www.rynekpracy.pl/monitor_rynku_pracy_1.php/wpis.2   " target="_self">aktywności zawodowej</a>), by nie bać się luki demograficznej i ze spokojem kontemplować wizję &bdquo;Polski bez imigrant&oacute;w&rdquo;. Nie znaczy to jednak, że czasu mamy wiele. Tym bardziej, gdy poczyta się o kurczącej się liczbie powrot&oacute;w naszych rodzimych emigrant&oacute;w, skłonnych pracować poniżej kwalifikacji w Wielkiej Brytanii czy Irlandii, byle tylko mieć zapewnione spokojne bytowanie.</p>
<p>Systemy opieki społecznej we wspomnianych krajach też są dużo bardziej przyjazne imigrantom i zapewniają im na og&oacute;ł o wiele skuteczniejszą pomoc niż państwo polskie jest w stanie dać swoim obywatelom. Nic zatem dziwnego, że nad Wisłą problemy imigracji oraz integracji obcokrajowc&oacute;w spychane są na dalszy plan.</p>
<p>Pocieszające, że w og&oacute;le ktoś o nich myśli. Przed wakacjami ma zostać ukończony pierwszy projekt polskiej polityki integracyjnej przygotowywany przez międzyresortowy zesp&oacute;ł ekspert&oacute;w, kt&oacute;rych wspierają organizacje pozarządowe. Miejmy nadzieję, że będzie to pierwszy krok ku wypracowaniu całościowej i skutecznej polityki przynoszącej korzyści obu stronom &ndash; Polsce oraz imigrantom.</p>]]></description><pubDate>Wed, 16 May 2012 09:49:29 +0100</pubDate><guid>1993671</guid></item>


















<item><title>Pięta achillesowa | Blog</title><link>http://www.presseurop.eu/pl/content/blog/1967331-pieta-achillesowa</link><description><![CDATA[<img style="float:left;" src="http://www.presseurop.eu/files/images/blog/pięta achillesa.jpg" alt="" /><p>Polityczny klincz w Grecji grozi kolejnymi wyborami, kt&oacute;re r&oacute;wnież mogą nie przynieść rozstrzygnięcia. A to skończyć się może gospodarczym i politycznym bankructwem kraju.</p>
<p>&bdquo;Rien ne vas plus w Atenach&rdquo; to tytuł jednego z komentarzy do wybor&oacute;w w Atenach. To już koniec, nie widać drogi wyjścia. &bdquo;Grecja spogląda w przepaść&rdquo; &ndash; ta <a target="_self" href="http://www.economist.com/blogs/freeexchange/2012/05/euro-crisis-1">konstatacja </a>brytyjskiego tygodnika <em>The Economist </em>obrazuje dramatyczną sytuację, w jakiej znalazła się ojczyzna demokracji po <a target="_self" href="http://1948171">wyborach z 6 maja</a>. Grecy dali jasno do zrozumienia, co myślą o gł&oacute;wnych partiach politycznych w kraju, przyznając dwadzieścia jeden mandat&oacute;w (w liczącej 300 miejsc izbie) skrajnie prawicowej Złotej Jutrzence, a radykalną lewicową koalicję Syrizę (52) windując na pozycję drugiego największego ugrupowania parlamentarnego po centroprawicowej Nowej Demokracji (108). Socjaliści z Pasoku (41 mandat&oacute;w), rządzący krajem przez całe dekady, musieli zadowolić się trzecim miejscem.</p>
<p>Wybory nie wyłoniły zwycięzcy z większością pozwalającą na samodzielne rządy, tak więc przyw&oacute;dcy największych ugrupowań dostali po trzy dni na stworzenie większościowej koalicji. Sztuka ta nie udała się najpierw Antonisowi Samarasowi &ndash; liderowi Nowej Demokracji, a p&oacute;źniej Aleksisowi Ciprasowi z Syrizy, kt&oacute;ry postawił potencjalnym koalicjantom warunek &ndash; odrzucenie porozumienia z &bdquo;tr&oacute;jką&rdquo; tworzoną przez Europejski Bank Centralny, MFW i Unię Europejską w sprawie ratowania zadłużonej Grecji. Trzeciemu w kolejce do budowania rządowej koalicji Evangelosowi Venizelosowi z Pasoku r&oacute;wnież nie daje się większych szans na sukces.</p>
<h4>Co dalej?</h4>
<p>Najbardziej prawdopodobny scenariusz to kolejne wybory w czerwcu. Nawet gdyby je powt&oacute;rzyć &ndash; nie widać żadnej możliwej koalicji, kt&oacute;ra mogłaby w parę tygodni zyskać zaufanie elektoratu i objąć rządy. Mimo to &ndash; jak pisze <a target="_self" href="http://community.zeit.de/user/zacharias-zacharakis">Zacharias Zacharakis </a>w komentarzu dla <em>Zeit Online</em> &ndash; dobrze się stało, że te wybory się odbyły. Bo po raz pierwszy w tym kryzysie dano Grekom możność wypowiedzenia się &ndash; dotąd ponosili tylko skutki decyzji, podejmowanych nad ich głowami przez innych.</p>
<p>&bdquo;Tyle było narzekań w Brukseli, że akurat w trakcie wysiłk&oacute;w, podejmowanych dla ratowania Grecji, jeszcze się Grekom zachciało wybor&oacute;w. Niemiecki minister finans&oacute;w Wolfgang Sch&auml;uble domagał się nawet, by przesunąć je na p&oacute;źniej. Wielu Grek&oacute;w odebrało to jako szczyt upokorzenia. Nikt bowiem dotąd ich nie zapytał, czy w og&oacute;le zgadzają się na ten plan ratowania ich kraju &ndash; i to plan, niosący tak poważne skutki dla każdego obywatela&rdquo;.</p>
<p>Można by sądzić, że obecny wynik wybor&oacute;w jest opowiedzeniem się przeciwko UE i przeciwko euro. Największe straty poniosły przecież dwie gł&oacute;wne partie, kt&oacute;re firmowały i wcielały w życie radykalny kurs oszczędnościowy, ustalony przez UE i przez MFW. Tak jednak nie jest &ndash; 70 proc. Grek&oacute;w, jak wynika z sondaży, chce zostać zar&oacute;wno w UE, jak w strefie euro. W wyborach najwięcej zyskała partia Syriza, kt&oacute;ra nie domaga się wystąpienia z Unii, tylko renegocjacji programu pomocowego. Te wybory ujawniły jeszcze jeden, ważny fakt &ndash; Grecy przestali już ufać własnym, politycznym elitom.</p>
<p>Przeciwnicy coraz drastyczniejszego zaciskania pasa liczą na to, że kurs UE w tej sprawie może zmienić się po zwycięstwie we Francji socjalisty Fran&ccedil;ois Hollande&rsquo;a, kt&oacute;ry podkreślał, że same tylko surowe oszczędności bez impuls&oacute;w na rzecz wzrostu to za mało. Jak dotąd jednak stanowisko Niemiec pozostało takie, jakie było. Angela Merkel nadal deklaruje, że nie zaakceptuje &bdquo;wzrostu na kredyt&rdquo;. Berlin podkreśla &ndash; bez względu na wszystko Grecja musi spełnić warunki narzucone jej przez EBC, MFW i UE. </p>
<p>Dziennik międzynarodowej finansjery <em>Finacial Times s</em>pekulował ostatnio, że Fran&ccedil;ois Hollande m&oacute;głby stawić czoło niemieckiej kanclerz i zostać liderem rebeliant&oacute;w południowej Europy, forsując sw&oacute;j program wychodzenia z kryzysu nie poprzez cięcia, lecz stymulowanie wzrostu. Tyle że taki krok oznaczałby zerwanie z obowiązującą od dziesięcioleci we polityce zagranicznej Republiki zasadą wzmacniania francusko-niemieckiego przewodnictwa w Unii. Dość trudno sobie wyobrazić, by polityk tak mało wyrazisty jak Hollande m&oacute;gł się na to zdobyć. Zwłaszcza że sojusz z zadłużonym Południem zepchnąłby Francję do gospodarczej drugiej ligi.</p>
<h4>Między euro a drachmą</h4>
<p>Znienawidzone przez grecką ulicę memorandum przewiduje wsparcie Aten astronomiczną kwotą 240 mld euro pod warunkiem, że tamtejszy rząd przyjmie kolejny pakiet oszczędnościowy wart 14,5 mld euro. Problem w tym, że nie ma tych, kt&oacute;rzy mogliby to zrobić i &ndash; jak wszystko wskazuje &ndash; jeszcze długo nie będzie. Każdy nowy rząd będzie musiał &ndash; z uwagi na społeczną presję &ndash; renegocjować bailout. O tym jednak Bruksela nie chce nawet słyszeć.</p>
<p>Coraz bardziej realna staje się zatem wizja opuszczenia przez Grecję strefy euro. Jak ocenia Intrade, szanse na to wzrosły w ostatnich tygodniach z 22 do 40%. Rynki finansowe okazują coraz większą nerwowość: oprocentowanie obligacji peryferyjnych kraj&oacute;w eurolandu (Hiszpania, Portugalia, Włochy) pnie się niebezpiecznie w g&oacute;rę &ndash; hiszpańskie dziesięcioletnie papiery są już oprocentowane na ponad 6%. Natomiast indeksy europejskich giełd dołują.</p>
<p>Grecy stoją przed trudnym wyborem: albo przyjmą warunku planu ratunkowego, albo wyjdą ze strefy. Wielu ekspert&oacute;w zgadza się, że to drugie rozwiązanie byłoby najszybszym i najprostszym sposobem postawienia Grecji na nogi.&nbsp; Ponowne wprowadzenie drachmy, połączone z możliwością sterowania jej kursem (a ściślej jego deprecjacją) mogłoby okazać się zbawienne dla greckiej gospodarki. Mogłoby, ale nie musi. Ekonomiści wskazują niebezpieczeństwa tej drogi &ndash; masową ucieczkę kapitału nie tylko z Grecji, ale i z pozostałych zagrożonych kraj&oacute;w, nakręcanie spirali inflacyjnej, chaos na rynkach całej Europy, a w ostateczności rozsadzenie strefy euro.</p>
<p>Jednak nie wszyscy boją się takiego scenariusza. &bdquo;Wśr&oacute;d Niemc&oacute;w dominuje przekonanie, że byłoby lepiej, gdyby Grecja opuściła strefę euro&rdquo;, podkreśla profesor Carsten Hefeker z uniwersytetu w Siegen. &bdquo;Jeśli kraj ten będzie nadal podążał obecną drogą, uzasadnienie jego dalszej obecności w strefie euro może okazać się niezwykle trudne. Jak bowiem wsp&oacute;łdziałać z państwem, kt&oacute;re ogłasza, że nie zamierza dotrzymać ani jednego z podjętych zobowiązań?&rdquo;.</p>
<p>&nbsp;</p>]]></description><pubDate>Fri, 11 May 2012 14:29:09 +0100</pubDate><guid>1967331</guid></item>





















































</channel></rss>
