Mając do czynienia z najgorszym kryzysem finansowym w swojej powojennej historii, Unia Europejska stara się poradzić sobie z problemem w mniej lub bardziej skoordynowany sposób. Poszczególne kraje członkowskie - a kryzys dotknął je w różnym stopniu - szukają rozwiązań, które umożliwią im przywrócenie wzrostu bez konieczności całkowitej rezygnacji z własnych dróg rozwoju.
Wspólna europejska waluta, atakowana w kilku ośrodkach finansowych, jest poddana bezprecedensowej próbie. Prasa na kontynencie krytykuje ukartowane wrogie działania i dopomina się o reakcję ze strony wszystkich państw członkowskich.
Globalny kryzys gospodarczy uderzył silnie w sektor transportu morskiego. Popyt i ceny spadły drastycznie, a na redzie w portach stoją setki pustych frachtowców. Kryzys zaostrzył również konkurencję i jest jasne, że nie wszyscy przewoźnicy przetrwają.
Gdy o nas piszą – źle, kiedy nie piszą – też niedobrze. Polakom nie sposób dogodzić, o czym ostatnio przekonał się prestiżowy brytyjski tygodnik The Economist. Przez wiele lat to szacowne pismo, zresztą nie ono jedno, przedstawiało Polskę jako zapyziały zaścianek Europy. Artykuły z naszego podwórka opatrzone były najczęściej zdjęciem rozklekotanej furmanki na tle dziurawej wiejskiej drogi.
Opowiedzenie się Szwajcarów za zakazem budowy minaretów wywołało u jednych Europejczyków dreszcz niepokoju, a u drugich westchnienie ulgi, że długo skrywane obawy wreszcie znalazły swoje ujście. Europejska prawica zaczęła bić w wojenny bęben, podnieśli głowy zwolennicy tezy o „zderzeniu cywilizacji”.