„Żegnajcie toreadorzy”. Nazajutrz po ostatniej walce byków w Katalonii dziennik El Periódico po katalońsku powiedział szlachetnemu bydłu „Adéu”. Bowiem, zgodnie z zakazem przegłosowanym w lipcu 2010 r. przez regionalny parlament, takie widowiska będą od przyszłego roku zabronione. Trybuny barcelońskiej areny Monumental wypełnione zostały po brzegi nie tylko przez widzów, którzy przybyli, by podziwiać zwącego się José Tomas matadora-gwiazdę, ale też przez rzesze manifestantów występujących za i przeciw korridzie.
„Wszystko wskazuje na to, że walki byków zostały już potępione i zmarły śmiercią naturalną”, napisał El Periódico, gdyż, jak informuje dalej, przez ostatnie lat liczba tych spektakli organizowanych w Hiszpanii obniżyła się o 37%. Barcelońska gazeta wyraża więc „zdumienie”, z powodu decyzji zabraniającej tego, co jej zdaniem powinno być „prawem jednostki” i tylko od niej powinno zależeć, czy chce, czy też nie chce uczestniczyć w tego rodzaju widowisku, a prawo to nie powinno „być ograniczane z przyczyn politycznych”. Pod koniec artykułu El Periódico zauważa: „To dziwne, że pierwszą oddolną inicjatywą ustawodawczą, która osiągnęła sukces w historii katalońskiego parlamentu, jest właśnie ta, a nie żadna inna”, taka, która mogłaby dotyczyć stojących przed obywatelami „bardzo poważnych problemów”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?