„Putin powróci wiosną”, głosi Gazeta Wyborcza rozwiewając tym samym „największą tajemnicę rosyjskiej polityki ostatnich lat”, którą było pytanie, kto będzie prezydentem po marcowych wyborach. Minionego weekendu rządząca partia Jedna Rosja, jak też obecny prezydent Dmitrij Miedwiediew, oficjalnie wsparły kandydaturę Putina na najwyższe stanowisko w kraju. „Do zapowiedzianych na marzec 2012 r. wyborów prezydenckich zostało prawie pół roku, ale po tym, co ogłoszono na konwencji Jednej Rosji, wiadomo, kto wygra”, pisze GW. Według Leonida Radzichowskiego, niezależnego rosyjskiego komentatora, Putin, „od dawna nazywany liderem narodu”, nie ma w rzeczy samej żadnych konkurentów, jako że „poziom etyczny i profesjonalny naszych [rosyjskich] elit stale się obniża”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?