Według najnowszego orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) pracownicy mają teraz prawo – jeśli podczas dni przeznaczonych na wypoczynek zdarzy im się zachorować – żądać przysługującego im urlopu w innym terminie, pisze Daily Telegraph. Wyrok jest nową interpretacją dyrektywy o czasie pracy, a wydany został w sprawie niejakiego Francisco Peredy. Na krótko przed rozpoczęciem urlopu zatrudniony w urzędzie miejskim w Madrycie Pereda miał wypadek, a kiedy złożył wniosek o przełożenie wypoczynku, odmówiono mu. Prawnicy ostrzegają, że nowe prawo może okazać się kosztowne dla przedsiębiorców, gdyż „pozbawieni skrupułów” pracownicy będą próbowali przedłużyć sobie wakacje, twierdząc, że w ich trakcie złapali grypę albo przeziębienie. Według konserwatywnego dziennika przedsiębiorcy narzekają, że ten nowy przepis można interpretować w taki oto sposób – „odtąd chorym można być tylko w czasie pracy, nigdy poza nim”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?