„Agencja S&P obniżyła wiarygodność kredytową Włoch”, obwieszcza Il Sole 24 Ore. Poprzedniego dnia amerykańska agencja ratingowa bez żadnego uprzedzenia poinformowała, że, wedle jej oceny, notowania włoskiego długu spadły z A+ do A. Za przyczyny tej zmiany S&P uważa małe prawdopodobieństwo wzrostu włoskiej gospodarki oraz „słabość” władzy wykonawczej pod przewodnictwem Silvio Berlusconiego. Choć przyjął on plan oszczędnościowy, oceniony zresztą jako niewystarczający, to – w ogniu nowych, dotyczących go dochodzeń o nielegalne stosowanie podsłuchów telefonicznych i prostytucję – zdaje się być niezdolnym do właściwego reagowania na ewentualne potrzeby chwili, wyjaśnia mediolański dziennik ekonomiczny.
Obniżka ratingu jest „ciosem dla stabilności rządu”, zauważa też Il Sole, według którego strata wiarygodności politycznej i wątpliwości co do strategii ekonomicznej kraju nie pozwalają sprawnie zarządzać gospodarką. Tymczasem jej podstawowe wskaźniki na tle reszty Europy nie są takie najgorsze. „Pozostajemy w strefie A, która charakteryzuje się dosyć solidną dla inwestorów wypłacalnością. Ale po tej obniżce o ile trudniejsze, a w szczególności o ile droższe, będzie zapewnienie niezbędnej płynności w celu zrefinansowania naszych długów?”, pyta gazeta.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?