Francuski minister ds. imigracji Eric Besson zapowiedział 13 września, że nie podpisze rozporządzeń wykonawczych do ustawy wprowadzającej testy DNA dla imigrantów przybywających nad Sekwanę, by połączyć się z rodziną. „Nie jestem w stanie (…) uszanować ducha i litery tej ustawy”, oświadczył ten były członek Partii Socjalistycznej. Wedle jego oceny francuska dyplomacja nie ma odpowiednich środków, aby zapewnić poufność danych genetycznych, o których tu mowa. Decyzja ta jest chwalona przez organizacje walczące z rasizmem, ale „wywołała oburzenie na prawicy”, podkreśla Le Figaro. Liderzy rządzącej większości zarzucają ministrowi zwłaszcza to, że swoje postanowienie ogłosił jednostronnie na antenie dużej prywatnej stacji radiowej i nie poinformował o nim wcześniej Zgromadzenia Narodowego. Przewodniczący tego gremium wyraził na łamach francuskiego dziennika opinię, że „jeśli wykonanie ustawy stwarza problemy techniczne, to rząd powinien się z tym zwrócić do parlamentu”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?