Mali Włosi poszli dzisiaj do szkoły, a wśród nich 700 000 dziewcząt i chłopców z rodzin imigranckich. „Rekordowa wysoka liczba odzwierciedlająca dokonującą się zmianę demograficzną”, pisze La Repubblica. Wbrew wysiłkom mającym na celu zanegowanie wielokulturowej rzeczywistości, oddolna integracja powoli się dokonuje, pisze dziennik. „Jestem muzułmaninem, ale chętnie zostaję na lekcji religii”, oznajmia chłopiec ze Sri Lanki. „Dzięki temu lepiej rozumiem Włochów”.
Tego typu subtelności nie dostrzega jednak księżna Isabella Bossi Fedrigotti, która w artykule w Corriere della Serra stwierdza, że rosnąca liczba cudzoziemskich uczniów „zagraża” włoskiej edukacji. Księżna podaje przykład szkoły w Rzymie, z której włoscy rodzice wystraszeni tym, że ich dzieci będą miały tak dużo kolegów spoza Włoch, wypisali je, w wyniku czego proporcja miejscowych do przyjezdnych spadła do zaledwie 3 procent. „Nie możemy ich za to winić – wzdycha księżna – w sytuacji, w której tak wielu uczniów mówi słabo po włosku, jakość nauczania spada. Jedynym rozwiązaniem jest ustawowe ograniczenie liczby uczniów cudzoziemskich”, które to rozwiązanie rozważa minister edukacji Maria Stella Gelmini.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?