Nikt nie mógłby oskarżyć najważniejszej w Zjednoczonym Królestwie opiniotwórczej gazety wyrażającej poglądy konserwatywne o euroentuzjazm, a tymczasem Daily Telegraph, bo to o niej mowa, dziś rano zawiadamia, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni zamierza „sprawdzić, czy UE działa, co daje Wielkiej Brytanii i jakich stosunków chcemy z narodami i kulturami Europy”. Już komentarz redakcyjny jest dość szokującą odpowiedzią na postawiony problem: „Członkostwo w Unii Europejskiej daje Wielkiej Brytanii wiele korzyści”. Ale zaraz mamy uwagę, że Londyn jest największym unijnym płatnikiem po Berlinie. Główny artykuł, utrzymany w nieco już bardziej typowym dla Telegraph tonie, ironizuje na temat milionów wydawanych przez Unię z pieniędzy podatników na wątpliwe programy, takie jak „projekt badawczy mający na celu zdefiniowanie pojęcia ‘Bóg’ za 1,6 miliona euro, fałszywa hodowla jedwabników za 100,000 euro czy krokodyle zoo za 853,000 euro”. W innym miejscu Adrian Michaels wychwala pożytki płynące ze swobody podróżowania w obrębie Unii, czemu towarzyszy historia UE przedstawiona na linii chronologicznej, najnowszy sondaż instytutu YouGov dotyczący traktatu lizbońskiego oraz seria wypowiedzi na temat „Czym jest dla mnie Europa”. Całość powinna dać wiele do myślenia Partii Konserwatywnej Davida Camerona w sprawie, która, jak zauważa Telegraph, pozostaje „najbardziej dzielącą kwestią w brytyjskiej polityce od pięćdziesięciu lat”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?