„Plan oszczędnościowy przechodzi wśród utarczek”, pisze w tytule La Stampa w dzień po głosowaniu, w którym włoscy deputowani ostatecznie zatwierdzili pakiet posunięć oszczędnościowych opiewający na kwotę ponad 53 miliardów euro i mający zrównoważyć budżet tego kraju w 2013 r., w tym samym czasie dziesiątki manifestantów protestowały przed parlamentem. Plan przewiduje okrojenie liczby urzędników, podwyżkę VAT i podniesienie wieku emerytalnego kobiet, jak również uproszczenie procedury zwolnień, wyjaśnia turyński dziennik. Ale jest on krytykowany przez włoską konfederację pracodawców Confindustria za brak rozwiązań mogących służyć pobudzeniu wzrostu.
Jednocześnie Silvio Berlusconi usiłował przeforsować inny dekret mający na celu ukrócenie podsłuchów telefonicznych – między innymi po to, aby zapewnić sobie ochronę przed procesami. La Stampa zauważa przy tej okazji, że, co jest szczytem ironii, szef rządu jest od niedawna objęty śledztwem w związku z nielegalnym wykorzystaniem podsłuchów, aby zaszkodzić przedstawicielowi opozycji. „Rządzić to znaczy robić to, co należy, a nie to, co się chce”, komentuje La Stampa i pyta Berlusconiego, czy nie zechciałby „zrobić kroku wstecz”, przekazać władzy rządowi technicznemu, co pozwoliłoby sprostać wyzwaniom stojącym przed Włochami „po dwudziestu latach kabaretu, który nazbyt często przeradzał się w kiepskie widowisko”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?