Wzrost wartości franka szwajcarskiego zagraża dobrym stosunkom Austrii z Węgrami. „Uwłaszczanie banków: Wiedeń wytacza Budapesztowi proces”, zawiadamia Der Standard. Rząd austriacki nie ukrywa swojego oburzenia na węgierskie władze, które zamierzają umożliwić zadłużonym pożyczkobiorcom spłacanie kredytów po, bardzo dla nich korzystnym, stałym kursie wymiany. Węgrzy będą mogli zwracać swoje długi we frankach szwajcarskich, stosując ustalony kurs 180 forintów, a nie realny 240, a w euro 250 forintów zamiast 280. Straty wynikające z wprowadzenia takiego stałego kursu wymiany poniosłyby banki, co według austriackich instytucji finansowych, które zainwestowały na Węgrzech 5 mld euro, jest skandalem. Wiedeń zwrócił się do Komisji Europejskiej z prośbą o rozważenie ewentualnego odwołania się od tej decyzji do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Der Standard sądzi, że Budapeszt podejmuje działania wbrew swoim własnym interesom, gdyż ingerując w kontrakty oparte na prawie cywilnym, bierze na siebie ryzyko, że inwestorzy zaczną się z Węgier wycofywać.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?