„Kryzys euro: banki pod presją”, pisze w tytule Le Figaro. Ponieważ hipoteza greckiego bankructwa przestała już być tematem tabu, wyjaśnia dziennik, „banki na Starym Kontynencie znów znajdują się pod niebywałą presją na giełdzie”. Trzy francuskie są na pierwszej linii. To BNP Paribas, Société Générale i Crédit Agricole – o łącznej ekspozycji kredytowej w wysokości 37 miliardów euro na włoski dług publiczny i prawie 6 miliardów euro na zadłużenie Grecji. Podczas gdy istnieje możliwość, że jeszcze w tym tygodniu agencja ratingowa Moody’s obniży ich wiarygodność kredytową, „wre dyskusja na temat tego, czy europejskie banki, które mają w swoich bilansach pakiety kredytów zaciągniętych przez osłabione kraje strefy euro, są wystarczająco dokapitalizowane”, komentuje dziennik. Oraz czy państwa powinny pospieszyć im z pomocą, czy też powinny się z tym wstrzymać.
Ale, jak pisze w tytule Público, trzy lata po upadku banku Lehman Brothers, „ratowane banków kosztowało już 2 biliony euro”, gdy policzy się bezpośrednią pomoc udzieloną przez państwa, do czego należy także dodać 3 biliony euro wstrzyknięte przez banki centralne (w tym 500 miliardów z EBC), aby zwiększyć płynność światowego systemu finansowego, precyzuje dziennik. By dalej napisać, że „obecna powtórna zapaść dowodzi, że wsparcie rządów udzielane bankom nie przyczyniło się do reaktywowania gospodarki”, a wreszcie dojść do konkluzji zawartej w pytaniu: „Po co w takim razie ratowano światowy system bankowy ze szkodą dla kieszeni podatnika?”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?