Tabu zostało, być może, przełamane. „Rutte [premier Holandii] jest pierwszym szefem rządu, który zagroził wyrzucaniem z eurolandu”, informuje De Volkskrant. W piśmie, skierowanym do parlamentu swojego kraju, stwierdził, że jeśli kraje należące do obszaru wspólnej waluty systematycznie nie dotrzymują reguł budżetowych, to, jak pisze Financial Times, „ostateczną sankcją może być zmuszenie [tych] krajów członkowskich do opuszczenia strefy euro”. W taki oto jasny sposób Mark Rutte wraz z ministrem finansów Janem Keesem de Jagerem wyrazili 8 września na łamach tejże gazety swoje stanowisko. Rząd holenderski, który według NRC Handelsblad jest znany jako „europejska zrzęda” w kwestii dyscypliny budżetowej, zasugerował także ustanowienie urzędu niezależnego komisarza europejskiego do spraw budżetowych. „Ostateczna kara w postaci nieodwołalnej eksmisji jest, według rządu, propozycją długoterminową. Zmiana traktatu europejskiego zajmie lata […] Natomiast w bliższej perspektywie proponuje się komisarza euro ds. dyscypliny budżetowej wyposażonego w szerokie prerogatywy”, pisze De Volkskrant. Finlandia i Niemcy wspierają plan powołania specjalnego komisarza, stwierdza De Jager.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?