Grupa Wyszehradzka, w której skład wchodzą Polska, Czechy, Słowacja i Węgry, postanowiła otworzyć wspólne ambasady i konsulaty w niektórych krajach Azji Środkowej, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Ma to obniżyć koszta obecności tych krajów za granicą. „Stosunki słowacko-węgierskie przypominają od jakiegoś czasu film gangsterski” – zauważa dziennik Hospodářské Noviny, nawiązując do napięć między dwoma krajami wokół mniejszości węgierskiej i słowackiej. „Ale podobno ostatnie zdarzenia nie przeszkodzą w ścisłej dyplomatycznej współpracy”.
Zdaniem Warszawy grupa „mogłaby się stać pionierem wspólnej dyplomacji UE”. Nie chodziłoby jednak o wspólne placówki dyplomatyczne w dosłownym tego słowa znaczeniu, ponieważ Grupa Wyszehradzka jest strukturą nieformalną i nie może reprezentować państw członkowskich w krajach trzecich. Podobne rozwiązanie stosowane jest już przez kraje skandynawskie, które mają wspólne przedstawicielstwa nie tylko w odległych krajach, ale i w Berlinie” – odnotowuje praski dziennik.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?