„Premier zawiesił strajk”, pisze dziś Polska the Times. Donald Tusk poleciał wczoraj na Litwę, co było reakcją na zamieszanie wokół tamtejszych polskich szkół. Od jakiegoś czasu protestują one przeciwko reformie edukacji. Pod petycją wyrażającą brak zgody na zmiany w systemie oświatowym podpisało się już 60 000 ludzi. To prawie jedna czwarta wszystkich żyjących na Litwie Polaków. Uważają oni, że nowe przepisy ich dyskryminują. W piątek większość szkół mniejszościowych postanowiła zastrajkować. Do strajku nie doszło, został zawieszony na dwa tygodnie, bo Wilno i Warszawa zdecydowały się utworzyć specjalną komisję, która wypracować ma jakiś kompromis.
Komentator Gazety Wyborczej Roman Imielski zauważa tymczasem, że choć nowe prawo zmniejsza ilość przedmiotów w języku polskim i doprowadzi do zamknięcia niektórych szkół, trudno nazwać je „dyskryminującym” naszych rodaków na Wileńszczyźnie czy w Solecznikach. Ono tylko „zbliża do warunków, w jakich uczą się mniejszości narodowe w innych unijnych krajach”, przekonuje publicysta. Imielski dodaje, że dwustronna komisja może okazać się pierwszym krokiem do „załatwienia innych niezwykle ważnych dla polskiej mniejszości spraw: rekompensat za utracone po 1945 r. mienie, które po upadku ZSRR przejęły władze litewskie, oraz prawa do dwujęzycznych nazw miejscowości, ulic i tablic administracyjnych”. Komentator podkreśla, że kwestia praw mniejszości narodowych na Litwie to nie „polskie fanaberie”, ale „domaganie się przestrzegania unijnych standardów”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?