Pojawiają się „pierwsze rysy” na obrazie rządów burmistrza Rotterdamu Ahmeda Aboutaleba, pisze w tytule na pierwszej stronie De Volkskrant. W radzie miejskiej odbyła się debata na temat odpowiedzialności za wydarzenia z 22 sierpnia. Wtedy właśnie zorganizowano na plaży w pobliżu miasta imprezę masową z udziałem blisko 28 tysięcy osób, która przerodziła się w burdy i stała się scenerią strzelaniny – jedna osoba zginęła od kul, a sześć zostało rannych. Holenderski dziennik donosi, że „spośród 160 obecnych na miejscu tego wieczoru policjantów 21 użyło broni służbowej, a jeden z wystrzałów spowodował śmierć młodego Rotterdamczyka”. W komentarzu redakcyjnym gazeta zastanawia się, „czy jedyną odpowiedzią na tego typu problemy powinny być represje. Jest jasne, że nowe pokolenie piłkarskich chuliganów [którzy przybyli tam w liczbie od 200 do 300] zmienia obszar swoich działań, przenosząc się ze stadionów, które są coraz lepiej zabezpieczone, na inne imprezy – i to wyłącznie po to, aby sprowokować konfrontację z policją. Dla nich bezpłatne imprezy [takie, jak ta na plaży pod Rotterdamem] stanowią otwarte zaproszenie. […] Tak więc decyzja Aboutaleba , aby w przyszłości nie wydawać zezwoleń na organizowane darmowych imprez masowych, jest rozsądna”.
Holandia
Niskie loty burmistrza
4 września 2009
Presseurop
De Volkskrant De Volkskrant, 1 stycznia 1970
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?