„W jaki sposób tajne służby szpiegowały Le Monde”, dziennik ujawnia, że dochodzenie sądowe potwierdza nielegalne podsłuchiwanie przez francuskie służby wywiadowcze rozmów telefonicznych Gérarda Daveta, jednego z dziennikarzy tego pisma. Ich celem miało być zidentyfikowanie źródeł informacji o skandalu Woerth-Bettencourt, gdyż chciano przerwać przecieki dotyczące tej sprawy, w którą uwikłany jest ówczesny minister pracy i były minister skarbu, członek UMP, partii prezydenta Sarkozy’ego. To publiczne dochodzenie podjęte po wniesieniu skargi przez Le Monde, „zaprzecza zapewnieniom rządu i policjantów odpowiedzialnych za prowadzenie śledztwa”, pisze dziennik. Władze zanegowały wyniki badań technicznych telefonu dziennikarza i tym samym pogwałciły prawo, gdy chodzi o ochronę źródeł informacji prasowych.
Libération zaś uznał za „państwowych kłamców” szefa kontrwywiadu Bernarda Squarcini, byłego sekretarza generalnego Pałacu Elizejskiego i obecnego ministra spraw wewnętrznych Claude’a Guéant, jak też dyrektora Policji Państwowej Frédérica Péchenard. Le Monde wyciąga następujące wnioski: „Z jednej strony władze nie wahały się, by lekceważyć prawo” i wolność prasy, „a z drugiej osoby piastujące najwyższe stanowiska w administracji państwowej stosowały środki publiczne dla prywatnych celów i aby chronić partię prezydenta, nie wzdrygając się przy tym przed przestępczą ingerencją w działania policji mającej służyć ochronie obywateli (…) Należy więc określić to tu i teraz jako skandal miary państwowej, rodzący uzasadnione podejrzenia istnienia ‘czarnego gabinetu’ na szczytach władzy. Te wieści nikogo nie mogą cieszyć”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?