„Europa szybko bieży pomagać rządowi Belgii”, głosi tytuł w Le Soir. „Komisja Europejska straciła cierpliwość” i po12 września, w tym tygodniu, w którym opublikuje raport w sprawie finansów publicznych krajów członkowskich, przedstawi Brukseli oficjalne ostrzeżenie. Ta interwencja w jej politykę znajduje uzasadnienie w pogarszającej się sytuacji gospodarczej strefy euro, w szczególności Niemiec, wyjaśnia dziennik. Kraje eurolandu obawiają się, że Belgia pozbawiona rządu od kwietnia 2010 r. może stać się następnym celem rynków finansowych. To ostrzeżenie przychodzi w momencie kluczowym negocjacji rozpoczętych z udziałem Elio di Rupo. Według Le Soir „To jest być może moment zwrotny”: Napomnienie ze strony UE skierowane do belgijskiej klasy politycznej może przyspieszyć tempo negocjacji. „Albo przeciwnie, przyspieszyć tymczasowe, ale za to całkowite ‘usadowienie się’ ekipy Leterme II [zdymisjonowanego gabinetu kierującego sprawami bieżącymi]”. W konkluzji dziennik pisze, że „trudno wyobrazić sobie większy nacisk wywierany z zewnątrz!”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?