Płonące domy, powybijane szyby i ofiary w ludziach – tak wyglądały całkiem niedawno ulice wielu brytyjskich miast. Recepta Davida Camerona? „Surowa miłość” w stosunku do ludzi z marginesu, ale także „surowsza reakcja policji”. Dzisiejszy Guardian pisze, że brytyjski rząd zabrał się ostro do walki z przyczynami niepokojów. Jego szef podjął już decyzję, że tysiące policjantów przejdzie dodatkowe szkolenie. Mają się nauczyć lepiej radzić sobie podczas zamieszek. Premier zapowiedział też, że „odmieni zupełnie” życie 120 000 rodzin, które, jak sam ocenia, przeżywają teraz „powolną, moralną zapaść”.
Sędziowie na Wyspach dostali tymczasem pozwolenie na naginanie oficjalnych wytycznych dotyczących wydawania wyroków. Tak więc wobec uczestników zamieszek mogą stosować ostrzejsze kary. Wzbudza to wiele kontrowersji, oto bowiem, jak podaje gazeta, pewien dwudziestotrzyletni student „został skazany na pół roku więzienia za kradzież butelek wody mineralnej, których wartość ocenia się na trzy i pół funta”.
Dziennik pisze, że Cameron lubi się prezentować jako postępowiec, ale dziś wzbudza wrażenie „zimnego, cynicznego, a od czasu od czasu z lekka zwariowanego” thatcherysty. John Harris przypomina zamieszki, które w 1981 roku wstrząsnęły Brixton na południu Londynu i wyrokuje, że w owym czasie „Żelazna Dama” nie zdołała „utrafić we właściwy ton, kiedy potrzeba było większej społecznej wrażliwości”. Według publicysty jej dzisiejszy następca popełnia ten sam błąd.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.