„Nasze chore społeczeństwo”, taką diagnozę znajdziemy dziś w dzienniku Daily Telegraph po zamieszkach, które wstrząsnęły Londynem i innymi wielkimi miastami na Wyspach. Premier David Cameron potępił już „chorą część społeczeństwa”. Policja i sądy mają ręce pełne roboty. Podczas niepokojów aresztowano około ośmiuset osób. Lista jest długa, a niektóre pozycje, jak ujawnia sympatyzujący z prawicą Telegraph, zaskakują. Znajdziemy tu studentów, dziewczynę z elitarnej szkoły i… jedenastoletniego chłopca. Szczególnie ten ostatni wprawił sędziów w osłupienie. „Przecież osób, które nie ukończyły 12. roku życia nie wolno nawet przetrzymywać”, tłumaczą.
Tymczasem w Birmingham ojciec młodego człowieka, który zginął broniąc swojej własności, zaapelował o spokój. „Czarnoskórzy, Azjaci, biali – wszyscy jesteśmy sąsiadami. Dlaczego musimy się nawzajem zabijać? Niech każdy, kto chce stracić syna podniesie rękę. W przeciwnym wypadku – idźcie do domu”, wykrzyczał do tłumu Tariq Jahan.
Stanowisko redakcji jest jasne: ludzie, którzy wyszli na ulice nie zasługują na miano „demonstrantów”. „To bandyci, wandale i złodzieje”. Wnioski dla polityki społecznej odłóżmy na później, apeluje komentarz redakcyjny. Teraz musimy przede wszystkim „przywrócić porządek na naszych ulicach”. Właśnie tym zajmują się Turcy, Polacy, Kurdowie i Sikhowie, zauważa inny publicysta, to oni w całym kraju stawili czoła szabrownikom. Przybyli na Wyspy imigranci „udowodnili nie tylko, że bardziej od nas przestrzegają prawa, ale też, że ich postawa jest bardziej porywająca”, czytamy w komentarzu.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.