Po wyłowieniu z morza pięciu nielegalnych imigrantów z Erytrei, jedynych, którzy przeżyli z łodzi, na której znajdowało się ponad osiemdziesiąt osób, płynącej z Libii ku włoskiemu wybrzeżu, we Włoszech wybuchła dyskusja na temat polityki imigracyjnej. Il Messaggero donosi, że minister spraw zagranicznych Franco Frattini z Ligi Północnej zaatakował Unię Europejską za to, że „nie odpowiedziała ona na następujące pytanie: czy jest możliwe, że to jest wyłącznie włoski problem? Uchodźcy muszą znaleźć schronienie i wsparcie we wszystkich państwach członkowskich, nie tylko w tym, na brzegu którego lądują”.
Rząd w Rzymie nie tylko krzyżuje szpady z Unią. Według katolickiego dziennika l’Avvenire szuka również możliwości „wytoczenia międzynarodowego procesu Malcie za nie udzielenie pomocy ludziom znajdującym się w niebezpieczeństwie”. W zeszłą środę maltański kuter patrolowy zatrzymał łódź transportującą imigrantów, jednak nie dostarczył jej ani żywności ani paliwa. Prawo międzynarodowe nakazuje udzielenie pomocy każdemu, kto znajdzie się w potrzebie na morzu, jednak rząd Malty oświadczył, że w momencie interwencji „pięciu Erytrejczyków było w dobrej formie i chciało płynąć dalej”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.