„Bezzwłoczne zmiany, albo Włochy padną”, nawołuje La Repubblica. Rzymski dziennik informuje o „zupełnie nowym i dramatycznym” manifeście ogłoszonym 27 lipca przez związki zawodowe, banki i federację pracodawców Confindustria, które wspólnie nawołują rząd Berlusconiego do podjęcia natychmiastowych działań w celu „odzyskania zaufania do rynków, zanim sytuacji gospodarczej Italii nie będzie już można uratować”. Napisano tam, że „należy zerwać z przeszłością i ustanowić nowy układ społeczny”, a wszystko to „w celu zapewnienia stabilnego rozwoju i tworzenia nowych miejsc pracy”. La Repubblica podkreśla – „środki oszczędnościowe przyjęte przez gabinet Włoch nie przekonały jeszcze rynków”, zaś komentator Corriere della Sera Massimo Franco nazywa ten manifest „skowytem gospodarki Włoch w kraju pozbawionym wiarygodności”. Twierdzi też, że, „ten prawie bezprecedensowy dokument wysyła rząd do czyśćca na wieczność i uwydatnia niezadowolenie z polityki gospodarczej obecnej władzy”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.