W dniu święta narodowego Belgii i po przemówieniu króla Alberta II, który wyraził swoje „rozczarowanie i niepokój” w związku z trwającym 404 dni impasem politycznym, osiągnięto konsensus w sprawie ostatniego punktu noty sporządzonej przez powołanego do utworzenia rządu Elio di Rupo. Wspomniany punkt budził wątpliwości flamandzkich chrześcijańskich demokratów (CD&V). „Pozbyto się ‘balastu’, ale daleko jeszcze do równowagi”, pisze w tytule Standaard. Dziennik zauważa, że szef CD&V, Wouter Beke, do końca kwestionował jedeną z głównych spornych kwestii – sprawę dwujęzycznego okręgu Bruksela-Halles-Vilvorde (BHV). La Libre Belgique nazywa taką postawę „żałosną” i „nikczemną”, wzywając CD&V do „zaprzestania fochów i powrotu do właściwej linii politycznej”. Wieczorem 21 lipca Di Rupo zameldował Albertowi II, że „osiem zainteresowanych partii wypracowało sposób postępowania”. Ale zdaniem pałacu negocjatorzy będą najpierw musieli pojechać na wakacje. Dyskusje rozpoczną się w połowie sierpnia. „Po takiej przerwie trudno będzie całą maszynerię rozruszać”, ocenia komentator Standaard.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.