Ta Nea, 18 lipca 2011
„Przekaz Hillary Clinton do Europejczyków był jasny: trzeba ratować Grecję”, z zadowoleniem stwierdza Ta Nea, co podkreśla jeszcze pomieszczony w gazecie tytuł „Rozwiązania dla Grecji, teraz”. Przebywająca w Atenach sekretarz stanu USA „potwierdziła swoje wsparcie dla programu reform proponowanych przez rząd Papandreu, podkreślając konieczność ich wprowadzenia. Teraz piłka jest po stronie Europy, która musi uratować strefę euro”. Takie słowa mogą jedynie wywołać zadowolenie premiera Jeorjosa Papandreu. Zadeklarował on w jednym z wywiadów, że „czas już, aby wstrząsnąć Europą”, i zaapelował, aby „wspólnie podjąć odważne decyzje, nie tylko co do przyszłości Grecji, ale też, co do przyszłości całej Europy”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.