Helmut Kohl jest „rekordowym kanclerzem” Niemiec (16 lat u władzy). Jest też architektem scalenia kraju i wspólnej waluty, honorowym obywatelem Europy, a przez długi czas też sprawował rolę politycznego mentora obecnej szefowej rządu w Berlinie. A teraz osiemdziesięciojednoletni Kohl, raczej nieskory do wygłaszania komentarzy, „ma pretensje do Merkel o jej politykę europejską”, pisze w tytule Tagesspiegel. Posłużywszy się docierającymi do gazety przeciekami, Der Spiegel opublikował surową ocenę dzisiejszej pani kanclerz: „Ona rujnuje moją Europę”, miał powiedzieć osobie zaufanej, z którą podzielił się opinią o jej „bardzo niebezpiecznych” działaniach w czasach kryzysu euro. Słowa te przetoczyły się przez prasę, ale zostały zdementowane przez Kohla, który chce teraz zwróć uwagę na błędy swojego następcy, socjaldemokraty Gerharda Schrödera. To jego politykę, która pozwoliła Grecji na wejście do strefy euro, Kohl ocenia jako podważającą pakt stabilności. Ale prasa, w tym berliński dziennik, uważa postępowanie Merkel za katastrofalne, gdyż „ona nie wie, jak rządzić w imię wspólnej sprawy, a tylko poddaje się dyktatowi chwili”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.