„Złoty na spekulacyjnej huśtawce”, głosi nagłówek na pierwszej stronie Dziennika Gazety Prawnej. Gazeta ostrzega, że w związku z osłabieniem polskiej waluty i rosnącym kursem szwajcarskiego franka (w którym denominowana jest duża część kredytów mieszkaniowych) – w tym tygodniu może on kosztować jedno euro – „milion Polaków czekają ciężkie chwile”. Nawet jeśli ich kraj wyszedł ze światowego kryzysu obronną ręką, to nie potrafił się oprzeć negatywnym skutkom zapaści, w jakiej znalazła się strefa euro, a także amerykańska gospodarka. Jak pisze DGP, osłabienie złotego to przede wszystkim efekt wahań unijnych liderów zwlekających z decyzją o tym, jak ratować europejskich bankrutów, a także problemy z wypłacalnością USA. Do tego dochodzi jeszcze brak strukturalnych reform w samej Polsce oraz raport Citigroup ostrzegający, że polski złoty, węgierski forint, południowoafrykański rand i brazylijski real są najbardziej narażone na negatywne konsekwencje kryzysu finansowego w UE. Eksperci obawiają się, że ta pierwsza waluta nie wzmocni się do czasu rozwiązania sprawy Grecji, co ma nastąpić na czwartkowym, nadzwyczajnym szczycie eurogrupy, i może stać się obiektem ataku spekulantów.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.