„Ogień nienawiści”, pod takim tytułem na pierwszej stronie Belfast Telegraph opublikował szokujące zdjęcie – jeden z policjantów tłumiących demonstracje ma hełm w płomieniach. Zamieszki trwają już dwa dni. U szczytu sezonu lojalistycznych marszów, gdy protestanckie parady w całej prowincji upamiętniają zwycięstwo odniesione w 1690 r. przez księcia Wilhelma Orańskiego nad katolickim królem Jakubem II w bitwie nad Boyne, Belfast stał się miejscem ulicznych starć między uczestnikami marszów a nacjonalistami próbującymi zablokować ich pojawienie się w katolickich dzielnicach. Tradycyjnie unionistyczny dziennik oskarża o przemoc grupy nacjonalistycznych dysydentów przeciwne procesowi pokojowemu, które „wysłały swoich członków do miejsc zapalnych, gdzie ci nakłaniają lokalną młodzież, często zamieszaną w drobne przestępstwa, aby atakowała policję”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.