Trzy partie polityczne zażądały dymisji Tarika Ramadana. Ten szwajcarski znawca islamu doradza władzom miejskim Rotterdamu w sprawach integracji, a także ma wykłady z zagadnień tożsamości i obywatelskości na Uniwersytecie Erazma w tymże mieście. Te funkcje są, według nich, nie do pogodzenia z prowadzonym przezeń programem „Islam and Life” w PressTV finansowanej przez reżim irański. „W dniu masowych studenckich protestów przeciwko ‘zwycięstwu wyborczemu’ Ahmadineżada Tarik Ramadan miał w PressTV wystąpienie na temat dyskryminacji na europejskich uczelniach […] i nawet nie wspomniał o zabitej studentce Nedzie Agha Soltan”, pisze De Volkskrant.
Dziennik przypomina, że to nie pierwszy raz w tym roku Ramadan poddawany jest krytyce: „Już wcześniej oskarżano go o homofobiczne i seksistowskie wypowiedzi, na które liberałowie zareagowali wyjściem z posiedzenia rady miejskiej”.
Sam Ramadan oświadczył gazecie, że PressTV zapewnia mu „swobodę wyboru omawianych tematów”, że „nigdy nie rozmawiał ani nie miał do czynienia z członkami rządu” i że „powtarza, iż należy potępiać represje i zabijanie obywateli”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.