„Jean-Claude Trichet domaga się powołania europejskiego ministra finansów, jako ‘strażnika’ euro, i broni idei konfederacji, która prowadziłaby długoterminową politykę podatkową”, obwieszcza już w tytule El Mundo. Na Spotkaniach Gospodarczych, które miały miejsce w Aix-en-Provence 10 lipca, prezes Europejskiego Banku Centralnego zaapelował o ustanowienie wspólnej polityki fiskalnej z „ministerstwem i ministrem federalnym”. Madrycki dziennik wyraża pogląd, że „trudności, jakie się pojawiły przy okazji przyjęcia drugiego planu ratunkowego dla Grecji, pokazały ponad wszelką wątpliwość, iż jak najszybciej trzeba wzmocnić zarządzanie gospodarką UE”. I dodaje: „Recepta na kryzys Europy brzmi: więcej Europy”. El Mundo nie sądzi, by propozycja Tricheta została przyjęta, ponieważ pozwoliłaby ujednolicić dług publiczny dwudziestu siedmiu krajów członkowskich i położyć tym samym kres atakom spekulantów na najsłabsze gospodarki strefy euro.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.