„Degradacja Portugalii wznieca nowe obawy w Irlandii”, informuje nagłówek w Irish Times. Wszystko dlatego, że 6 lipca agencja ratingowa Moody’s uznała portugalski dług publiczny za nic niewart, czyli za śmieciowy. Po dniu zawieruchy na rynkach wynikłej z tej oceny, nominalny koszt irlandzkich papierów sięgnął nowych poziomów – oprocentowanie dwuletnich obligacji państwowych wzrosło do 15,30%, a dziesięcioletnich do 12,43%. Dla pozbawionej gotówki Zielonej Wyspy, zmuszonej do porzucenia rynku obligacji po uzyskaniu w 2010 r. 85 miliardów euro dofinansowania od UE/MFW, ta obniżka notowania powoduje, że jej i tak już dyskusyjny powrót na ten rynek w 2013 r. staje się tym bardziej wątpliwy. „Chociaż agencja Moody’s podkreślała zeszłego wieczoru, że w dalszym ciągu wyraźnie widzi różnice między najsłabszymi krajami strefy euro, dublińscy analitycy twierdzą, że Irlandia będzie kolejnym krajem, którego dług państwowy zostanie zaliczony do śmieciowej kategorii”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.