W lutym tego roku francuskie banki wprowadziły w życie zasady zalecane przez Unię Europejską i grupę G20 i – jak się zdawało – były dumne z takiej reakcji na kryzys finansowy. A do zasad tych należą: zakaz gwarantowania premii pracownikom, utrata premii w przypadku niewypracowania przez bank zysku czy ocena efektywności poszczególnych stanowisk. Długo to zaciskanie pasa nie trwało. Po opublikowaniu przez Libération artykułu ujawniającego, że BNP Paribas zamierza wypłacić swoim 17 000 pracowników premie w łącznej wysokości miliarda euro, Les Echos zamieszcza na pierwszej stronie nagłówek: „Wraz z powrotem zysków wraca debata o premiach dla bankowców”. Tylko w ten sposób – broni się francuski bank – można powstrzymać pracowników przed odejściem do innych branż sektora finansowego. Dlatego o tej kwestii, tak ważnej dla przyszłości bankowości i całego sektora z nią związanego, należy mówić na poziomie międzynarodowym. Les Echos podkreśla, że to do rządów należy zdefiniowanie nowych reguł gry. Grupa G20 zajmie się tym w październiku na swoim najbliższym spotkaniu w Pittsburghu.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.