„Bliscy dostają pocięte części ciała. Jeśli nie zapłacą, zakładnicy z pewnością umrą. Bułgarski półświatek przestępczy prowadzi porwania biznesmenów tak, jak prowadzi się dochodowy interes”, donosi Spiegel Online. W swoim artykule szacuje, że około 50 osób przetrzymywanych jest obecnie dla okupu. Przestępcy ponoszą minimalne ryzyko, ponieważ policja nie tylko nie jest zainteresowana ich schwytaniem, ale wręcz to ją podejrzewa się , że pociąga tutaj za sznurki. „Nawet ‘drobni’ przestępcy mogliby brać w tym udział. Ta spirala przemocy może się okazać w równym stopniu nie do opanowania co korupcja w tym kraju”, zauważa dziennik.
Na samych zakładników też patrzy się z nieufnością, ponieważ najbardziej spektakularne uprowadzenia były prawdopodobnie „samoporwaniami”, mającymi na celu pranie brudnych pieniędzy. „Na celowniku mafijnych klanów znajdują sie przede wszystkim przedsiębiorstwa zagraniczne oraz skorumpowani politycy i urzędnicy, którzy z nimi współpracują”. Internetowe wydanie Spiegela podaje przykład przedsiębiorcy amerykańskiego, który pewnego ranka obudził się w domu otoczonym drutami kolczastymi, „oficjalnie z uwagi na to, że chodziło o budowlaną samowolę. W rzeczywistości zaś dlatego, że odmówił zapłacenia haraczu”. Mężczyzna zapłacił po tym, jak w jego ogrodzie spłonęła laleczka voodoo. Koszmar i druty kolczaste zniknęły.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.