„Pogłębia się konflikt o kontrole na granicy niemiecko-duńskiej”, pisze na pierwszej stronie konserwatywny duński dziennik Berlingske, by zaraz wyjaśnić, w jaki sposób rząd niemiecki, który na początku nie wypowiadał się w sprawie decyzji Kopenhagi o wprowadzeniu procedur na przejściach między obu krajami, teraz krytykuje Danię. Choć nazwa tego kraju nie padła w wypowiedzi wiceministra spraw zagranicznych Niemiec, Wernera Hoyera, opublikowanej we wczorajszym wydaniu gazety, ale napisał on tam, że „ci, którzy żałują zniesienia kontroli na granicach, negują fundamentalne zdobycze Europy oraz igrają z ogniem nacjonalizmu”. Te słowa zostały ocenione przez duńskiego ministra obrony, konserwatystę Larsa Barfoeda, jako „czysty bezsens”, donosi dziennik.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.