Wrażenie jest takie, jakby mowa była o dwóch różnych państwach. Jedno z nich, według twierdzeń instytucji tak poważnych jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jest wśród tych najsilniej na świecie dotkniętych kryzysem, którego gospodarka będzie się nadal kurczyła, a liczba bezrobotnych wzrośnie w tym roku do trzech milionów, drugie ma się całkiem dobrze. Właśnie londyńskie City świętuje rekordowe zyski za pierwsze półrocze. The Independent donosi dzisiaj, że Barclay’s Bank zarobił w pierwszych sześciu miesiącach roku 2,98 miliarda funtów brutto, o 8 procent więcej niż w tym samym okresie roku poprzedniego, podczas gdy HSBC zdołał wycisnąć z dzisiejszych niepewnych czasów niemal tyle samo, bo 2,8 miliarda funtów.
Szef Barclay’s Bob Diamond, który zarabia jedyne 50 milionów funtów rocznie, zapowiada na pierwszej stronie londyńskiego dziennika, że premie dla pracowników przekroczą milion funtów na głowę, bowiem gdyby „utalentowani absolwenci” dostali mniej, „nie byliby zainteresowani naszą branżą”. Na te słowa zareagował nie kto inny, tylko George Osborne, minister skarbu w gabinecie cieni Partii Konserwatywnej, który powiedział, że „banki powinny uważać, by nie nadużyć wsparcia otrzymywanego z publicznych pieniędzy”. Tymczasem Northern Rock, pierwszy bank, który splajtował na początku kryzysu w 2008 r., zanotował w pierwszym półroczu stratę w wysokości 724 milionów funtów. I to pomimo prawie jedenastu miliardów funtów wydanych na ratowanie go przez rząd.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.