Ta Nea, 6 czerwca 2011
Nazajutrz po największej manifestacji „oburzonych”, która miała miejsce 5 czerwca na placu Syntagma, naprzeciw ateńskiego parlamentu, lewicowy dziennik Ta Nea przedstawił „przesłanie i dylematy”. Przesłanie wyrażane jest przez „około 120 000 oburzonych osób, które wykrzykują swoją rozpacz na placu Parlamentu. Jest to także przesłanie grupy deputowanych większości rządowej, która nie zgadza się z raportem premiera Jeorjosa Papandreu”. Socjalistyczni posłowie z partii PASOK stawiają szefa rządu przed dylematem, pisze Ta Nea: „na kilka dni przed głosowaniem nad nowym planem cięć budżetowych, Jeorjos Papandreu nie wie, czy powinien podjąć jego realizację, czy też za wszelką cenę zachować większość, aby uniknąć przedterminowych wyborów”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.