„Polskie plany pozyskania energii z siłowni atomowej już w 2018 r. mogą spalić na panewce”, jeśli Litwa wycofa się z projektu budowy elektrowni Ignalina II, ostrzega Dziennik/Wall Street Journal Polska. Na taką możliwość wskazuje zeszłotygodniowa wypowiedź prezydent Litwy Dalii Grybauskaitė sugerująca, że zamierzona budowa nowego reaktora w Ignalinie wspólnie z Polską, Łotwą i Estonią nie jest już dla Litwy priorytetem. Zdaniem ekspertów cytowanych przez gazetę, decyzja ta może sprawić, że w Polsce, kiedy tylko wróci koniunktura, zacznie brakować prądu. „Prąd z Litwy miał w pewnym stopniu zapewnić Polsce bezpieczeństwo energetyczne”, powiedział gazecie Remigiusz Chlewicki z Ernst & Young. Niewykluczone więc, że konieczna będzie weryfikacja planów inwestycyjnych w energetykę konwencjonalną, co pociągnie za sobą wydatki rzędu 60 mld zł do 2030 r. Udział w modernizacji elektrowni w Ignalinie miał być również dla Polski poligonem doświadczalnym przed rozpoczęciem budowy pierwszej własnej elektrowni atomowej. Jeśli Polsce nie uda się włączyć w realizację podobnych projektów na Słowacji czy Białorusi, import prądu z Niemiec lub Słowacji będzie nieunikniony, uważa Mariusz Przybylik z firmy doradczej A.T. Kearney.
Polska
Gasnące szanse na prąd dla Polski z Ignalina
3 sierpnia 2009
Presseurop
Dziennik Gazeta Prawna
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.