Holenderski rząd będzie teraz uzależniony w swoich działaniach od „podwójnego poparcia” – stwierdza De Volkskrant dzień po wyborach do Senatu. Większość koalicyjna, gdy tylko ją w Izbie Deputowanych wyłoniono – liberałowie (VVD) i chrześcijańscy demokraci (CDA) – uzależniona jest od PVV populisty Geerta Wildersa. Uzyskując zaledwie 37 z 75 mandatów w Senacie, potrzebuje teraz poparcia ultrakonserwatywnych protestantów z SGP, którzy odmawiają zgłaszania kobiet na listach wyborczych. Premier Mark Rutte „może nadal działać, ale musi to czynić bardzo rozważnie”, zauważa De Volkskrant. Ponieważ do żądań PVV w sprawach imigracji i zdrowia dojdą postulaty SGP, takie jak ustawa zakazująca bluźnierstw czy zamknięcie sklepów w niedzielę, co pozostaje w sprzeczności z liberalną ideologią rządu.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.