„Zemsta Łukaszenki”, taki tytuł dała na pierwszej stronie Gazeta Wyborcza na wieść o tym, że białoruski sąd skazał na pięć lat kolonii karnej Andreja Sannikau, konkurenta obecnego szefa państwa w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich. Został on uznany winnym zorganizowania w dniu głosowania (19 grudnia) manifestacji, w której wzięło udział 20 tysięcy osób. „To pierwszy, ale nie ostatni rywal dyktatora, który będzie siedzieć, bo odważył się rzucić mu wyzwanie”, pisze warszawski dziennik; na wyroki czeka trzech innych jego kontrkandydatów. Białoruski dziennikarz Paweł Szeremiet, który kilka lat temu sam trafił za kratki, a w zeszłym roku został pozbawiony obywatelstwa swego kraju, zdaje się wiedzieć, do czego zmierza Łukaszenko. Chce, jego zdaniem, po pierwsze zemścić się na swoich politycznych przeciwnikach, a po drugie – wtrącając do więzienia opozycjonistów lub odmawiając im prawa wyjazdu z Białorusi – zebrać grupę zakładników, którzy będą kartą przetargową w rozmowach z Zachodem poświęconych zniesieniu sankcji lub przywróceniu pomocy dla Białorusi.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.