„Europa za Poczobutem”, głosi tytuł w Gazecie Wyborczej nazajutrz po formalnym oskarżeniu jej korespondenta na Białorusi i działacza tamtejszej opozycji o rzekome znieważenie prezydenta Aleksandra Łukaszenki i oszczerstwa pod jego adresem. Dziennikarzowi, aresztowanemu 38 dni temu, grożą cztery lata więzienia. W jego obronie wystąpił dwa dni temu Parlament Europejski, który wezwał reżim w Mińsku do odstąpienia do zarzutów i uwolnienia więźnia. Wcześniej tego samego domagali się między innymi szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton i szef europarlamentu Jerzy Buzek. Jak dotąd białoruskie władze pozostają nieugięte. Nie zgodziły się, co podkreśla warszawski dziennik, zwolnić Poczobuta ani za kaucją, ani za osobistym poręczeniem 40 osób. „Bezprawie przyobleczone w prokuratorską i sędziowską togę nie przestaje być bezprawiem… Jest tylko bardziej zakłamane i perwersyjne”, podsumowuje Gazeta w swoim komentarzu.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.