„Witamy, panie prezesie!”, tytułuje swój artykuł Handelsblatt po ostatecznej zgodzie Angeli Merkel na postawienie na czele Europejskiego Banku Centralnego (EBC) dotychczasowego szefa Banku Włoch; nową funkcję obejmie w październiku. Zaskoczona wycofaniem się „własnego” kandydata, szefa Bundesbanku Axela Webera, niemiecka kanclerz zwlekała z wyrażaniem opinii, stwierdza dziennik gospodarczy. „Sądziła, że nie może w samym środku kryzysu euro podarować Niemcom bankiera pochodzącego z kraju bijącego rekordy inflacji i zadłużenia”, pisze Handelsblatt. Draghi uchodzi jednak za rzecznika stabilności – zauważa gazeta – a Włochowi łatwiej będzie przekonać państwa Europy Południowej do pójścia tą drogą. Ale sama jego nominacja „nie gwarantuje bezpiecznej przyszłości euro. Ale wzrosły szanse na powrót do stabilności”. To „właściwy człowiek na te czasy”, konkluduje dziennik. Włoska La Stampa zaś zwraca uwagę, że „Mario Draghiego poproszono o zajęcie tego bardzo niewygodnego fotela w najtrudniejszym okresie historii euro, przy ogólnym zamieszaniu na międzynarodowych rynkach finansowych. Najpilniejszym i najbardziej delikatnym zadaniem prezesa EBC będzie z jednej strony uniknięcie restrukturyzacji długu greckiego, z drugiej – doprowadzenie w rozsądnym czasie gospodarki tego kraju do normalnego funkcjonowania umożliwiającego spłatę zadłużenia. Taką samą politykę będzie musiał zastosować wobec Irlandii i Portugalii, dotkniętych również ‘finansową chorobą’”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.