Symbol polskiej prezydencji UE zaprojektowany przez artystę grafika Jerzego Janiszewskiego (twórcę znaku graficznego „Solidarności”) oraz jej priorytety zostały oficjalnie przedstawione wczoraj przez premiera Donalda Tuska. Logo składa się z sześciu skierowanych w górę kolorowych strzałek z polską flagą wieńczącą ostatnią z nich. Według szefa polskiego rządu jest to symbol „polskiej drogi do sukcesu”. Jednak dla komentatorki Rzeczpospolitej te strzałki sugerują bardziej „infantylne lekkoduchy [które] ruszają ławą pod sztandarem sentymentów”.
„…strzałki machnięte od ręki mogą symbolizować naszą polską naturę wielkich improwizatorów. Zróżnicowane kolory i kształty – niesubordynację, skłonność do samowoli. Kluchowate formy strzałek – dziecięcą naiwność. Charakterystyczna flaga przywołująca pamięć o ‘Solidarności’? Łzawe wspomnienie bezpowrotnie utraconej jedności postaw i poglądów”.
Chociaż oficjalny plan polskiego przewodnictwa UE zostanie przyjęty przez rząd 31 maja, Mikołaj Dowgielewicz, minister w Kancelarii Premiera ds. europejskich, już zasygnalizował priorytety: rozmowy o unijnym budżecie na lata 2014–2020, partnerstwo wschodnie i rozszerzenie UE. „Chcemy, aby polska prezydencja była tym momentem w historii Europy i obu narodów Polski i Ukrainy, w którym rozszerzenie Unii osiągnie kolejny, wyższy pułap”, podkreślił Dowgielewicz. Przyznał jednak, że podczas swojego przewodniczenia Wspólnocie Polska będzie również musiała się zmierzyć z „trudnymi debatami dotyczącymi polityki imigracyjnej i pakietu ratunkowego dla niektórych członków strefy euro”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?