Zmianę w programie hiszpańskich wyborów samorządowych z 22 maja zapowiada El Correo. „Bildu będzie kandydowała”. Oto 5 maja hiszpański Trybunał Konstytucyjny zatwierdził sześcioma głosami za, wobec pięciu przeciwko, 254 nazwiska na listach koalicji utworzonej przez dwie partie nacjonalistyczne i członków lewicowego ugrupowania autonomistów baskijskich. Decyzja ta unieważnia tę podjętą przez Sąd Najwyższy 1 maja i zakazującą prezentowania się kandydatów z tego ugrupowania w wyborach, a to dlatego że, wedle uzasadnienia, są oni bliscy Batasunie, zdelegalizowanej w 2003 r. partii mającej związki z grupą terrorystyczna ETA. Trybunał Konstytucyjny wybrał „demokrację bez wykluczania”, uważa baskijski dziennik. „Prawo do udziału w polityce jest ważniejsze niż podejrzenia, które ciążyły na Bildu”. El Correo podkreśla jednak, że „integracja demokratyczna separatystycznej lewicy stała się sprawą dość drażliwą dla trybunałów” oraz że akceptacja tej decyzji przez społeczeństwo hiszpańskie pozwoli pokazać tejże lewicy „zdecydowanie systemu demokratycznego i społeczeństwa, które nie będzie tolerowało tego, by fundamentaliści żartowali sobie z wolności”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.