„Kinder niespodzianka”, cieszy się Financial Times Deutschland. Okazuje się, że mali Niemcy wcale nie są tak biedni, jak to sugerowała OECD w 2009 r. Organizacja ogłosiła wtedy w swoim raporcie „Doing better for Families”, że w latach 2005–2008 16,3% niemieckich dzieci żyło w rodzinach zarabiających mniej niż połowę średniej płacy. A tymczasem według niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych wskaźnik ten wynosił wówczas w rzeczywistości 10%, dziś natomiast – 8,3%. „Z takimi wskaźnikami zmierzamy w dobrym kierunku”, zauważa gazeta, ale jednocześnie podkreśla, że ten „statystyczny błąd drogo kosztuje”. Dane OECD, opublikowane trzy tygodnie przed wyborami parlamentarnymi, odbiły się na polityce rodzinnej i od tamtego czasu rodziny otrzymują na każde dziecko 20 euro miesięcznie więcej, a to dodatkowy czteromiliardowy wydatek dla państwa.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.