„Superczwartek na wysokie stawki”, w ten sposób The Independent tytułuje artykuł omawiający dzisiejsze referendum mające rozstrzygnąć o zmianie brytyjskiego systemu wyborczego. Reforma zaproponowana przez liberalnych demokratów, którzy są mniejszościowym partnerem w rządzącej koalicji, to kompromis między obecnym systemem większościowym (first-past-the-post), a ostatecznym celem partii, jakim ma być wprowadzenie systemu proporcjonalnego. Nie budzi on entuzjazmu, toteż przewiduje się, że poniesie porażkę. Szef liberalnych demokratów „Nick Clegg z niepokojem oczekuje publicznego osądu od dawna hołubionego przez jego ugrupowanie pomysłu zniesienia systemu większościowego”, donosi dziennik i ponieważ sam jest zdecydowanym zwolennikiem reformy wyborczej, podsuwa szereg „przyczyn, aby głosować na tak”. Podaje także komentarze czytelników i cytuje tych, których liberałowie mają za czarne owce, m.in. przywódcę skrajnej prawicy Nicka Griffina, konserwatywnego barona Normana Tebbita oraz właściciela klubu striptizowego Petera Stringfellowa – ci wyjaśniają dlaczego będą głosować przeciw zmianom.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.