„Czas przełomu w Libii”, tak The Economist zatytułował artykuł o „rozszerzającej się misji” i dezorientacji ogarniającej interweniujących sojuszników w tym północnoafrykańskim kraju. „Wygląda na to, że postępy rebeliantów i stopniowe odbijanie utraconych na wschodzie terenów przez armię pułkownika Muammara doprowadziły do pata”, pisze londyński tygodnik, po czym dodaje, że „uzewnętrzniły się rozmaite interesy koalicji”. W szczególności, Barack Obama „grał na zwłokę” w sprawie przydzielenia specjalnych samolotów do atakowania oddziałów Kaddafiego na obszarach miejskich. „Istnieje obawa, że ten brak zdecydowania jest symptomem ogólnej niechęci do ostatecznego zamknięcia sprawy”. Economist wzywa przywódcę USA, aby nie wstrzymywał samolotów „w przeświadczeniu, że w ten sposób zachowa czyste ręce. Wraz z Europejczykami i Arabami powinien dostarczyć instruktorów, wywiadowców, logistycznego i łącznościowego wsparcia w celu wzmocnienia rebeliantów na tyle, na ile zezwala na to rezolucja ONZ. Niezależnie od wyników krajowych sondaży, amerykański prezydent musi brać w tym udział”.
Rozbuchany sektor publiczny, wszechmocne związki zawodowe, polityka klientelistyczna… Greccy przedsiębiorcy, którzy sami nie są całkiem bez winy, mają do władz rozliczne pretensje, lista tych pretensji nie ma końca. Ale w wyniku delokalizacji firm, zaniedbania badań naukowych i ucieczki przed podatkami to oni mogą ucierpieć jako pierwsi w razie wyjścia Grecji ze strefy euro.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.