„Żałoba i pogarda,” tak Gazeta Wyborcza tytułuje artykuł opublikowany nazajutrz po pierwszej rocznicy katastrofy, która 10 kwietnia wydarzyła się w Smoleńsku i w której zginęło 96 osób, a wśród ofiar był prezydent Lech Kaczyński. Szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego nie było na warszawskich Powązkach, podczas oficjalnych uroczystości, uczestniczyli w nich obecny prezydent Bronisław Komorowski oraz premier Donald Tusk. Gdy Komorowski mówił o potrzebie narodowego pojednania, Jarosław Kaczyński w otoczeniu tysięcy zwolenników zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim przekonywał, że rządzący dzisiaj krajem „nie mają prawa mówienia w imieniu Polski”. Dla GW sprawa jest jasna – „ kampania wyborcza PiS rozpoczęta”. Dziennik oskarża lidera tej partii o „podeptanie pamięci” ofiar i uważa, że jego ugrupowanie gotowe jest „przehandlować każdą świętość za powrót do władzy”, a samo przemówienie, które prezes wygłosił, nazywa „najbardziej pogardliwym wystąpieniem wobec Polaków, jakie się dało słyszeć w ostatnich latach”. Tymczasem Rzeczpospolita podkreśla, że „wspólnoty nie można budować na zadekretowanej odgórnie amnezji” i że powinna się ona opierać na działaniach, które „przybliżą nas do prawdy o Smoleńsku”. Według socjologa Grzegorza Makowskiego, cytowanego przez Dziennik Gazetę Prawną, głębokie podziały wywołane przez katastrofę smoleńską nie znikną w najbliższym czasie. „To konflikt światopoglądowy, ideologiczny – taka wewnątrznarodowa krucjata”, która może potrwać dekadę albo i dwie.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?