„Francja wchodzi do wojny”, obwieszcza na pierwszej stronie Libération po interwencji francuskich sił uczestniczących w operacji Licorne (1500 żołnierzy) na Wybrzeżu Kości Słoniowej, podjętej „na wniosek ONZ” u boku błękitnych hełmów z oenzetowskiej misji UNOCI. 4 kwietnia śmigłowce misji oraz maszyny francuskich sił powietrznych zbombardowały pozycje zwolenników dotychczasowego iworyjskiego prezydenta Laurenta Gbagbo, który odmawia przekazania władzy swojemu rywalowi Alassane’owi Ouattarze, uznanemu przez społeczność międzynarodową za zwycięzcę wyborów z listopada ub. roku. „Ta interwencja prowadzona wspólnie przez ONZ i byłe mocarstwo kolonialne [Wybrzeże Kości Słoniowej uzyskało niepodległość w 1960 r.] jest bez wątpienia pierwszym takim wydarzeniem od czasów dekolonizacji”, pisze Libération.
Operacja jest uzasadniona na mocy rezolucji 1975 przyjętej pod koniec marca przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. „W Libii, tak samo jak na Wybrzeżu Kości Słoniowej, choć Sarkozy temu zaprzecza, Francja opowiada się po jednej ze stron i stara się faktycznie usunąć siłą i Kaddafiego, i Gbagbo”, pisze lewicowy dziennik. I dodaje, że choć racje humanitarne są prawdziwe, to jednak „Sarkozy wciąga Francję w dwie niebezpieczne misje”. A dalej zastanawia się, „dlaczego ta chęć zapewnienia ochrony cywilom nie pozwoliła zapobiec masakrze w Duékoué na zachodzie kraju, której winne są najwyraźniej siły Ouattary?”. W ocenie Libération tak w Libii, jak i na Wybrzeżu Kości Słoniowej „opozycjoniści będą zawsze winni w oczach ludności tego, że dojechali do władzy w furgonach obcej armii”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?