„Trzej przewodniczący”, taki tytuł pojawił się w dzienniku La Razón po zebraniu komitetu federalnego Partii Socjalistycznej (PSOE) 2 kwietnia w Madrycie, podczas którego szef rządu José Luís Rodríguez Zapatero ogłosił, że zrezygnuje z przewodniczenia partii i ze sprawowania władzy po wyborach parlamentarnych w 2012 r. Można mówić o dwóch jego potencjalnych następcach – to minister spraw wewnętrznych Alfredo Pérez Rubalcaba oraz minister obrony Carme Chacón. „Walka kandydatów o pusty stołek swojego przewodniczącego zaczęła się już dzień po jego rezygnacji” – ogarnęła ich „prawdziwa gorączka wyborcza”, podkreśla konserwatywny dziennik, dla którego „pożegnanie Zapatero nie zahamowało postępującego spadku poparcia w sondażach [dla socjalistów], który to spadek nabiera dramatycznego obrotu”. Socjaliści mają bowiem 124 miejsca w parlamencie (na 350), a Partia Ludowa (prawica) – 187.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?