Jeszcze jeden poseł wpadł w pułapkę zastawioną przez Sunday Times. Pismo to tropi tych spośród wysłanników do Parlamentu Europejskiego, którzy podatni są na korupcję. Tym razem chodzi o Hiszpana Pablo Zalbę (Partia Ludowa). Według El Mundo to podobno on „przeredagował dyrektywę unijną na prośbę nieistniejącej grupy nacisku”, a wszystko „w zamian za 100 000 euro”. Spotkał się w styczniu tego roku z dziennikarzami brytyjskiego tygodnika, którzy podali się za lobbystów. Ich zamiarem było ujawnienie, w jaki sposób, lobbyści właśnie „załatwiają sobie wprowadzenie poprawek do ustawodawstwa UE”, pisze dziennik. „Mogę zmienić każdy raport przygotowany przez Parlament”, miał jakoby oświadczyć hiszpański poseł w rozmowie z rzekomymi reprezentantami grupy interesów. Potwierdzeniem jego słów jest fakt, że tekst został przyjęty w brzmieniu zasugerowanym przez rozmówców. Zalba, co zaznacza dziennik, nie zainkasował ostatecznie obiecanych pieniędzy.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?