Unia Europejska ma być lepiej przygotowana na ewentualne kryzysy gazowe, pisze Rzeczpospolita, omawiając projekt nowego prawa przedstawiony przez Komisję Europejską. Przewiduje on rozbudowę unijnej infrastruktury przesyłowej oraz zgromadzenie zapasów surowca, tak by w przypadku wstrzymania dostaw z Rosji można było zaopatrywać się weń ze źródeł alternatywnych (magazynów lub z innych krajów unijnych).
Propozycja Komisji zakłada, że w przyszłości wystarczy „jednodniowa przerwa w dostawach 10 proc. gazu do Wspólnoty, aby Bruksela ogłosiła stan alarmu i wezwała unijnych partnerów do pomocy tym najbardziej poszkodowanym” (obowiązujące przepisy mówią o 20 proc. progu). – Musimy być przygotowani na najgorsze” – tłumaczył przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. A tym najgorszym może być odcięcie dostaw rosyjskiego gazu na kilka tygodni, tak jak to miało miejsce w styczniu br., gdy Moskwa zakręciła kurek Ukrainie. Aby kraje unijne mogły sobie nawzajem pomagać w takich sytuacjach, potrzebne są inwestycje w infrastrukturę przesyłową, które Komisja Europejska wycenia na 2,5 mld euro. Marcel Vietör, rzeczoznawca Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (DGAP), uważa, że – mimo znacznych kosztów – są duże szanse na akceptację tej propozycji. „Nawet kraje bezpieczne energetycznie rozumieją obawy innych” – zapewnił Rzeczpospolitą niemiecki ekspert.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?